Znam niektóre z tych dramatów z teatru. Ku memu zaskoczeniu czytanie ich, to zupełnie co innego.
Fenomenalna przygoda - czytam i mogę sobie teatr wyobrazić. Scena, aktorzy, scenografia...
A potem oglądam zdjęcia i myślę: "Naprawdę tak go ubraliście??"
Nie mogę darować polskiej szkole, że tak skutecznie odebrała mi przyjemność czytania dramatów... Aż do teraz, mam nadzieję.
Głowacki jako antidotum na ogłupiający wpływ lektur szkolnych sprawdza się doskonale.
A "Antygona w Nowym Jorku" zostaje w pamięci. I ta z desek, i ta z kartek.