Straciłam głos, czytając. 150 stron w jeden dzień, a tu końca nie widać... Moja młodsza córka ostatnie półtorej godziny spędziła leżąc na podłodze z głową na podusi i patrząc na mnie szeroko otwartymi z przejęcia oczami... Cudowna treść. Cudowna opowieść. Wyobraźnia aż paruje z przepracowania. Ilustracje piękne acz nieliczne, co jest w tym przypadku ogromną zaletą. Jeszcze nie wiem, jak historia się kończy, bo to nastąpi dopiero jutro. Chyba jednak wejdę po cichu do dziecięcego pokoiku i podejrzę zakończenie. Przecież nie wytrzymam aż do jutra...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję... poczytam... pomyślę...