niedziela, 15 września 2013

Eric-Emanuel Schmitt "Małe zbrodnie małżeńskie"

Jakiż to smaczny kąsek! Nieoczekiwane zmiany kierunku akcji jak na wyścigach formuły 1, chociaż sztuka wolniutka, sączy się jak dym z papierosa... I nagle fru! i w drugą stronę... I potem znowu cichutko, spokojnie i nagle bez zapowiedzi: trach! i znowu zwrot... Lektura obowiązkowa!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję... poczytam... pomyślę...