środa, 6 listopada 2013

Sven Nordquist "Kiedy mały Findus sie zgubił"

Chyba w poprzednim wcieleniu mieszkałam gdzieś na zapadłej wsi, bez prądu, bez bieżącej wody w kranie, z sąsiadami, którzy dzielili się ze mną swoimi przetworami... Ale zaraz! Przecież ja nie wierzę w wędrówkę dusz:-)! Dlaczego więc podobają mi się takie sielankowe opowieści, których akcja się nie toczy, tylko co najwyżej łagodnie spływa, a właściwie sączy się gdzieś między deskami drewutni... Cudowne, wielkie nic. Oczywiście przesadzam. Opisana historia pełna jest zwrotów akcji, ale każdy taki zwrot przypomina raczej delikatny skręcik, a nie gwałtowne skręcisko! Moje dzieci też kochają takie nastroje... Odziedziczyło się pewne geny po mamusi... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

dziękuję... poczytam... pomyślę...